Mój pierwszy obóz konny dla dorosłych – stajnia Koń na biegunach na Mazurach
Dziś na moim blogu pojawi się nieco więcej prywatności, ale ta wyjątkowa przygoda po prostu zasługuje na osobną opowieść. W sierpniu spakowałam się i ruszyłam w daleką drogę na Mazury.
Dziesiątego sierpnia zawitałam do urokliwej stajni Koń na biegunach. Przygoda życia to w tym przypadku naprawdę mało powiedziane. Moja mała jeździecka historia rozpoczęła się pierwszego maja na koniu koleżanki od krótkiego spaceru na lonży. To spełnienie dziecięcych marzeń i dwadzieścia minut wystarczyło, abym poczuła ten niesamowity błysk w oku.
Szybko zaczęłam uczęszczać na regularne lekcje, a zwieńczeniem tych starań był wyjazd na mój pierwszy obóz jeździecki dla początkujących. Przeżyłam tam mnóstwo absolutnych pierwszych razy. Odbyłam pierwszy wyjazd w teren z naszą cierpliwą trenerką Hanią, zaliczyłam pierwszy galop na otwartej przestrzeni, pierwsze uszczypnięcie oraz nadepnięcie przez konia, a także pierwszą w życiu jazdę na oklep.
Najczęściej mijałam parkur na grzbiecie Żetona, wyjątkowego wałacha o pięknej, tarantowatej maści. Galopu w pełnym siadzie uczyłam się z kolei na Daraju, urokliwym koniku polskim. Miałam też okazję jeździć na Duchu, a absolutnie najwygodniej podróżowało mi się z Agrą. To klacz bez jednego ucha z dość smutną przeszłością, która odnalazła swoje bezpieczne i pełne miłości miejsce w tej wspaniałej stajni.
Sama atmosfera panująca na miejscu była po prostu niezwykła. Czuło się niesamowity spokój, życzliwość, bliskość natury i ciszę uspokajającą głowę. Nasza szefowa Monika tworzyła przy wieczornym ogniu genialny klimat, opowiadając przy ognisku niezwykłe historie, a w ostatni dzień zabrała nas na szalony, pełen emocji teren w głębi lasu. Pogoda dała nam pełen wachlarz wrażeń, ponieważ towarzyszyło nam zarówno piekące słońce, jak i rześki deszcz oraz burza. Było pływanie kajakami, kąpiele w jeziorze, zbieranie grzybów i klimatyczne ogniska w środku lasu. Ogromną frajdą były też spacery w towarzystwie niezwykłego włóczykija Pigmeja i jego kozą oraz wesołej gromadki piesków.
Ogromną wartością tego wyjazdu okazali się ludzie, ponieważ zgrana ekipa to absolutna podstawa takich przygód. Nasze noclegi znajdowały się m.in na klimatycznym, świetnie przystosowanym poddaszu tuż nad stodołą. Choć aparat wyciągałam stosunkowo rzadko, woląc po prostu chłonąć każdą chwilę, zdołałam uchwycić kilka pięknych pamiątek.
Jeśli chcecie zobaczyć krótką wideo-relację, na moim prywatnym Instagramie opublikowałam niedawno rolkę, do której niezwykle chętnie wracam myślami: https://www.instagram.com/taboolka. To było po prostu idealne podsumowanie obozowego czasu.
Jeśli chcecie na bieżąco śledzić moje fotograficzne opowieści ze świata ślubów i sesji, koniecznie odwiedźcie mój główny profil na Instagramie, gdzie regularnie publikuję reportaże, zdjęcia par, sesje narzeczeńskie oraz rodzinne: https://www.instagram.com/justynatabol.fotografia/
. Miłośników bardziej baśniowych klimatów zapraszam czasami do mojego drugiego, artystycznego świata na profilu: https://www.instagram.com/justfocus_fotografia/
. Będzie mi również ogromnie miło, jeśli dołączycie do mnie na Facebooku pod adresem: https://www.facebook.com/profile.php?id=100085470970910
. Wszystkie moje prace oraz pełną ofertę znajdziecie oczywiście na stronie internetowej: https://justynafotografia.pl/.